Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/pod-estonia.boleslawiec.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server014688/ftp/paka.php on line 5
Na pręcie

– Nie dziwię się – mruknął i błagał niebiosa, by nie on był następnym mężem, który się

Na pręcie

sprawie poszukiwań, które zlecił mu Bentz. Widział informacje o ostatnim morderstwie w
– No cóż... chciałabym powiedzieć, że jestem w siódmym niebie, ale wiesz, w moim
wziąć w garść. Desperacko czepiał się nadziei, że O1ivii nie spotkał tak straszliwy koniec.
- O to się nie martw - powiedziała, strzelając gumą. - Mówiłam ci, nie byłam z nim związana, nie osobiście. - A jeśli odkryję co innego? - Nie odkryjesz. - Mam nadzieję, że nie kłamiesz. Myślę, że jesteś profesjonalistką i nie zrobiłabyś takiego głupstwa. - Dobrze myślisz. - Nie chciałbym potem tłumaczyć prokuratorowi okręgowemu, że spieprzyliśmy sprawę, bo jedna z policjantek pracujących nad nią miała romans z denatem. - Nie gadaj, tylko jedź - warknęła, zakładając okulary słoneczne i zapalając papierosa. - I przestań mnie denerwować. Oboje dłużej pożyjemy. Caitlyn wjechała do garażu, powtarzając sobie, że nie może, absolutnie nie może zakochać się w swoim psychoterapeucie. To byłoby szaleństwo. Weszła do domu i przywitała się z Oskarem, tarmosząc go za uchem, a potem odsłuchała otrzymane wiadomości. Ani słowa od Kelly. - Nagle przestała się odzywać - zamruczała do siebie, poszła w kierunku schodów i zatrzymała się w korytarzu. Coś było nie tak... coś się nie zgadzało. Zapach. Czyjeś perfumy. A może tylko jej się zdaje? Zaniepokojona, powtarzając sobie, że to tylko wyobraźnia, weszła na górę do gabinetu. Wszystko na swoim miejscu... na pewno? Zawsze zostawia myszkę z boku, a teraz myszka leżała z przodu, kilka centymetrów dalej. A może sama ją tam zostawiła w roztargnieniu? - Dziwne - wyszeptała i zaczęła przeglądać pocztę elektroniczną. Wreszcie jakaś wiadomość od Kelly. Caitlyn usiadła i przeczytała. Przepraszam, że do ciebie nie przyjechałam. Nie było mnie w mieście. Praca, praca, praca! Chciałabym powiedzieć, że jest mi przykro z powodu Josha, ale obie wiemy, jaki był z niego kutas. Dobrze się stało. Mam nadzieję, że cię nie uraziłam. Buziaki, Kelly. I wszystko. Uraziłam? Od kiedy to Kelly martwi się, czy kogoś nie uraziła? Caitlyn wyłączyła komputer, przesunęła myszkę na właściwe miejsce, pomyślała, że pewnie coś jej się pomyliło ze zmęczenia. Nikogo tu nie było. Była tego prawie pewna. Prawie. Rozdział 16 Caitlyn! Caitlyn Bandeaux! Kelly wzdrygnęła się i zapłaciła dziewczynie za barem dwa dolary za kubek mrożonej kawy. - Reszty nie trzeba. - Może kobieta, która wzięła ją za Caitlyn, odkryje swoją pomyłkę i da jej spokój. Nic z tego. - Pamięta mnie pani? Kelly spojrzała przez ramię. Nie pamiętała. - Przykro mi.
Ściany wyłożono drewnem, między deskami tu i ówdzie widoczne były czerwone cegły.
Nie rozumiał, ale zachował to dla siebie.
dowie, że jego żona zginęła z ręki psychopaty. Oby nie.
– Wszystko w porządku. Pod koniec roku wychodzi za mąż.
– Cholera – mruknął.
– Co o niej sądzisz? – zapytała.
drzwi, wypadł na zewnątrz. W chorej nodze pulsował ból. Z bijącym sercem biegł po
słowom, wróciły do fotografii. – No dobra, kupuję to. Zacznij od początku.
Więc wrócili do Encino, by stąd ruszyć kolejnym wątpliwym tropem. Był przemęczony i
– Spokojnie, człowieku! – Jeden z ratowników zapalił latarkę, która spowiła wszystko

– Nic ciekawego. – Wyjrzał przez żaluzje na parking, gdzie już zapadła ciemność, którą

poły śpiwora się rozsunęły i zobaczyła kabinę pod pokładem. Jedna jedyna lampa wypełniała
samobójstwa Jennifer, poczucie winy, że zabił dwunastolatka z zabawką w dłoni, wściekłość
sprawy.
wyretuszować. Albo nałożyć jej twarz na ciało innej kobiety.
postawiła torebkę na podłodze. - Domyślam się. - Trochę jak w kiepskim filmie. Bardzo kiepskim filmie. Uśmiechnął się i oprócz napięcia zobaczył w jej oczach cień rozbawienia. Więc miała poczucie humoru. Świetnie. - Przychodziłam tu przez dwa i pół roku, ostatni raz byłam kilka miesięcy temu i zawsze zastawałam Rebekę, to znaczy doktor Wade, siedzącą w tym fotelu. - Caitlyn wskazała na fotel stojący przy biurku, wzdrygnęła się i potarła ramiona, jakby przeszył ją chłód niepokoju. Zakładając nogę na nogę, bezwiednie odsłoniła na moment kawałek łydki. Z pewnością musiała zdawać sobie sprawę, że jest uderzająco piękną kobietą... A może jednak nie była tego świadoma? - Dzisiejsze spotkanie powinniśmy chyba poświęcić na zapoznanie się ze sobą - zaproponował, zbierając myśli. - Co pani na to? Najpierw ja się pani przedstawię, a potem pani opowie mi o sobie. - Tak jak w tej starej dziecięcej zabawie? Ty mi pokażesz, to i ja ci pokażę? - spytała i nagle umilkła, zawstydzona podtekstem tych słów. - Nie posuniemy się tak daleko. W każdym razie nie dzisiaj. - Całe szczęście. Nie jestem pewna, czy byłabym w stanie posunąć się tak daleko. - Odgarnęła włosy z twarzy i uśmiechnęła się słabo. Nie tak to sobie zaplanował. Przesunął się na fotelu w stronę małego stolika, na którym stał dzbanek z mrożoną herbatą i czajnik elektryczny. - Kawa? Mam rozpuszczalną. A może herbata? - zapytał, a Caitlyn potrząsnęła głową. - Nie, dziękuję. Chociaż może poproszę o herbatę. Ale gorącą. Nalał do kubka wrzątku i podał jej wraz z łyżeczką i torebką herbaty. - Przepraszam, ale właśnie skończył mi się miód, cytryna, śmietanka i cukier, a nawet słodzik. - W porządku. Jestem ascetką. - Zanurzyła torebkę i odchyliła się na krześle. Znów zachwycił się jej urodą. Cerę miała jasną, ciało zgrabne i gibkie. Na prostym nosie kilka bladych piegów, duże, piwne oczy, ocienione długimi rzęsami, przez moment, pewnie za sprawą światła, wydawały się zupełnie zielone. Zmarszczyła brwi, jakby pogrążyła się w niespokojnych myślach. Wreszcie popatrzyła na niego. - Myślałam, że opowie mi pan trochę o sobie. - Jasne. - Uśmiechnął się. - Ale obawiam się, że panią zanudzę. Urodziłem się i wychowałem w Wisconsin, studiowałem w Madison, potem doktoryzowałem się w Michigan. Przez kilka lat wykładałem na uniwersytecie, a potem założyłem prywatną praktykę. Pracowałem w dystrykcie Kolumbii i właśnie zastanawiałem się nad przeprowadzką, kiedy Rebeka zaproponowała, żebym przyjechał tutaj. Savannah wydało mi się interesujące. To prawdziwa odmiana. Więc zdecydowałem się zaryzykować. - A co z pańskimi pacjentami? Uśmiechnął się szeroko. - Stanęli na własnych nogach. - Wszyscy wyleczeni? Ot, tak? - zapytała, pstrykając palcami. - Psychozy, depresje i wszystko inne? - Wyleczeni? Hm. To pojęcie względne, ale tak, większość z nich jest w dość dobrym stanie. Kilku z nich skierowałem do moich kolegów po fachu. - Jak długo jest pan tutaj?
Wyjechał z Torrance bez nowych wiadomości. Lorraine była nieznośna w przeszłości i
– Tak.
kręgosłupa Lorraine, w górę, po karku, do nasady czaszki.
im spokoju, rzecznik policji był równie zajęty jak detektywi zaangażowani w dochodzenie.
narzędziem; w obudowie jest korkociąg, śrubokręt, obcinaczka do paznokci, małe nożyczki i
zegarek, uderzył z grubej rury:
Wpatrywał się w ciemną uliczkę, w której zniknęła biegnąca postać, gdy czerń przecięły
szybkich obliczeń. Będzie po sześćdziesiątce, gdy jego dziecko skończy studia.
Jak zawsze.
– Czego ode mnie chcesz? – Nie daje za wygraną, myśli tylko o jednym. Zupełnie jak

©2019 pod-estonia.boleslawiec.pl - Split Template by One Page Love